Masz wrażenie, że dzieci wchodzą Ci na głowę? Mówisz do nich, a one nie słuchają. A może tak bardzo skupiasz się na swoich wychowawczych obowiązkach, że zapominasz o sobie? Zapraszam Cię w podróż w głąb rodzicielstwa. Dołącz do warsztatów i zdobądź Moc Pozytywnego Wychowania!

Social Media

3 sposoby, jak nie przyklejać dziecku „łatek”

– Mamo, choć zobaczyć, co się stało? – przybiega młodsza córka do kuchni.

 


 

– Co się stało? – pytam, kierując się w stronę salonu. Gdy wchodzimy, moim oczom objawia się widok wielkiej białej plamy na sofie z kawałkami czekoladowych płatków i trochę bałaganu na stoliku.
– Rozlałam. Nacisnęłam na łyżkę i się przewróciły.

Przez moją głowę przebiega stado galopujących myśli. „W ubiegłym tygodniu wieczko od jogurtu spadło jej na sofę”. „Wczoraj przy kolacji pomidor wylądował na krześle.” „Zawsze ma brudne rękawy.” „Dlaczego nigdy nie może zjeść bez brudzenia?” „I te okruszki na stole, wszędzie pełno okruszków.” „Ciągle coś jej się rozlewa, przewraca, brudzi.”

Stopklatka

ZAWSZE, NIGDY, CIĄGLE…

Pamiętasz tego chłopca ze szkoły, do którego nauczyciele mówili „Znowu się nie nauczyłeś”, „Nie ma sensu cię pytać; Ty nigdy nic mądrego nie powiesz”. Przechodził z klasy do klasy ledwo na miernych z łatką nieuka. Albo tą dziewczynę z pierwszej ławki, która zawsze znała odpowiedź. Słyszała tylko „Powiedz klasie, jakie jest rozwiązanie tego zadania”, „Brawo, znowu szóstka”. Prymuska z czerwonym paskiem płakała, gdy dostała czwórkę. A twoja sąsiadka z dzieciństwa? Mama co chwilę ją strofowała „Jak ty się do czegoś dotkniesz, to na bank będzie popsute”, „Nie ruszaj, bo potem się nie wypłacę”. I jej brat – „leń patentowany, znowu nie nakarmił rybek”. Nawet gdy kiedykolwiek było inaczej – „nieuk” przygotował się do lekcji, „prymuska” zapomniała zeszytu, sąsiadka była uważna, a jej brat wywiązał się z ustaleń – przechodziło to bez echa, traktowane niczym „wypadek przy pracy”. Po co zatem mieliby wychodzić z góry narzuconych im ról, jeśli nie zostali potraktowani serio.

Mamy skłonność do uogólniania. Nawet w sytuacji, gdy widzimy pojedyncze zachowanie dziecka, automatycznie powstaje myśl, którą nader często wypowiadamy na głos – Ty zawsze, Ty nigdy, Ty ciągle. Zaczynamy patrzeć na dziecko przez jej pryzmat, a jego zachowanie staje się odpowiedzią na nie do końca intencjonalne oczekiwania dorosłych. Jednym zdaniem – dzieci zaczynają wierzyć, że takie właśnie są, jakimi je postrzegamy – niezdarne, leniwe, przeciążone odpowiedzialnością, bez prawa do popełniania błędów.

Henry Ford powiedział „Jeśli myślisz, że dasz radę lub jeżeli myślisz, że nie dasz, to w obydwu przypadkach masz rację.” Gdy przekonania stają się rzeczywistością, mamy do czynienia z samospełniającym się proroctwem. Uwolnienie się od tych przekonań, od oceniania i szufladkowania wymaga dużej świadomości i solidnej pracy nad tym, jak postrzegamy różne sytuacje. Zwłaszcza że nasz mózg działa w taki sposób, że szuka w otoczeniu potwierdzeń dla swoich myśli. Dlatego oczekując dziecka, nagle dookoła dostrzegasz kobiety w ciąży i niemowlaki. Chcąc kupić określony model samochodu, znacznie częściej zauważasz pojazdy tej marki na ulicach. Myśląc o tym, że Twoje dziecko jest niezdarne, coraz częściej widzisz, jak się potyka, przewraca, rozlewa coś i niszczy.

 

3 SPOSOBY, BY NIE PRZYCZEPIAĆ DZIECKU ŁATEK

1. Nie traktuj pojedynczej sytuacji jako wyznacznika całokształtu zachowania.

Komentując jakąś sytuację, skupiamy się na jednym momencie i przenosimy go na całość. Kiedy mówimy „Ty zawsze zasypiasz”, „Ty nigdy nie sprzątasz”, to brzmi, jakby było tak każdego dnia przez 365 dni w roku. W rzeczywistości mówimy o tym jednym konkretnym poranku, kiedy ktoś zaspał, czy o bałaganie w pokoju, który właśnie widzimy.

Zamiast mówić „Ty zawsze…”, „Ty nigdy…”, zauważaj i doceniaj wyjątkowe sytuacje, np. „Wstałaś dzisiaj o czasie i nie musieliśmy się spieszyć od rana”, „Ułożyłaś wszystko na biurku i masz teraz dużo miejsca”.

 

2. Spójrz na konkretną sytuację okiem kamery, unikając ocen i akceptując uczucia dziecka.

Gdy dziecko wybiega z pokoju po kłótni, mówimy, że jest nerwowe i złości się bez powodu. Z taką „łatką” zaczyna tak samo myśleć o sobie i też tak się zachowywać – „skoro jestem nerwowa, to znaczy, że mogę wybuchać”.

Zamiast oceniać „Ty nerwusie, po co zawsze tak się złościsz”, spójrz na konkretną sytuację i opisz, jak ona przebiegała, co się dokładnie wydarzyło: „Nie zgodziłam się, by córka nocowała u koleżanki. Zdenerwowała się tym, bo zależało jej na tym spotkaniu. Wstała z sofy i szybkim krokiem wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi.”

 

3. Wejdź w buty dziecka.

Kiedy myślimy o dziecku „ten bałaganiarz”, najczęściej właśnie stoimy w drzwiach jego pokoju, a przed nami leżą rzucone niedbale… ubrania, zabawki, książki. Komentując w ten sposób zachowanie, dziecko dostaje „przyzwolenie”, by tak właśnie siebie postrzegać („Skoro mama/tata uważają, że jestem bałaganiarzem, to po co mam sprzątać, jeśli mi to nie przeszkadza?).

Zamiast wykuwać etykietę „bałaganiarz” w kamieniu, postawmy się w sytuacji dziecka. Może wróciło właśnie głodne ze szkoły i pospiesznie rzuciło plecak na podłogę pędząc do kuchni. Albo układanie konstrukcji z klocków trwało tak długo i nie jest jeszcze skończone, więc nie ma sensu teraz sprzątać, a później zaczynać od nowa.

 

Kamera. Akcja

Patrzę na córkę i mówię:
– To się zdarza. Wiesz, co trzeba zrobić?
– Wytrzeć – odpowiada bez wahania jednocześnie pokazując mokre ubrania. Mówię więc:
– Podzielimy się: zajmę się sofą, a ty leć się najpierw przebrać – córka pobiegła po czyste ubrania. Zanim zdążyłam zmyć plamę, przyleciała ze ścierką do wytarcia stolika.

Tym razem udało mi się powstrzymać od oceniania, obwiniania o kolejne rozlanie, oskarżania o zniszczenie mebli. Mogłoby się wydawać, że to nic trudnego. A jednak wymagało zatrzymania się, spojrzenia na sytuację z boku i próby ominięcia własnych przekonań.

Rodzicielstwo to nieustająca droga rozwoju osobistego. 😊

***

 

Wpis inspirowany książką „Dodaj mi skrzydeł” Joanny Steinke-Kalembki.

Komentarze

Post A Comment