Z cyklu „Mama wie wszystko”

Mijamy z Małą kościół z wieżą, która momentalnie zostaje ochrzczona wieżą Roszpunki. Mała pyta:

– Mamo, a jak się wchodzi na tą wieżę?

– Nie wiem – zmęczona udzielam odpowiedzi, która nie powinna w tym miejscu paść. A Mała mocno zdezorientowana na to:

– Jak to nie wiesz? Wiesz – a po chwili dodaje – przecież Ty wszystko wiesz.

Kocham ją i za tą bezgraniczną wiarę w maminą wszechwiedzę 😉

Z cyklu „Nieproste pytania”

Długi weekend. Mała – pierwszy raz na łódce – nie może sobie znaleźć miejsca, więc wędruje pod pokład, na pokład i tak bez ustanku. Wreszcie nie wytrzymuję i mówię (wydawało mi sie, że wystarczająco stanowczo):

– Usiądź wreszcie na 5 minut w jednym miejscu, bo dostanę szewskiej pasji – na co Mała zatyka mnie pytaniem:

– Mamo, a co to jest „szewska pasja”?

I jak tu na biegu wymyślić jakąś mądrą odpowiedź…?

😉

Z cyklu „Dobranocka”

Sobotnie popołudnie. Za nami wielkie malowanie, nauka jazdy na rolkach, a przed nami wycieczka na wieś. Pora na prysznic.

– Mamo! Chodź zobaczyć – z łazienki dobiega mnie głos Małej. Zaciekowana idę do niej i pytam:

– Co się stało?

Mała stoi na wadze, a mnie przez myśl przechodzi, że zaraz powie, że musi więcej ćwiczyć, bo chce trochę schudnąć albo coś w tym rodzaju. Ale nie – niespodzianka. Mała patrzy na wskazówki wagi uważnie i konstatuje:

– Zobacz, ważę tyle, co dobranocka.

Czyli 19 😉

Świat wg Małej

Wracamy z ogrodu po szlifowaniu sosnowego domku, w którym przez noc zdążyło zadomowić się kilka pająków. Mała nie może pozostawić tego bez komentarza, zgłębiając tajemnice przyrody – pyta więc:

– Mamo, czy pajęczyny są zrobione z waty cukrowej?

– Nie, absolutnie nie są zrobione z waty cukrowej i nie próbuj ich jeść – uprzedzam potencjalny ciąg zdarzeń…

😉

Z cyklu „Poważne pytania”

Wracam wieczorem do domu. Mała nie śpi, tylko czeka, żeby potwierdzić w sprawdzonym źródle swoje domysły. Siadamy vis-a-vis, a ona pyta ze śmiertelną powagą:

– Mamo, prawda, że dzieci nie mogą się całować?

Przez chwilę wyobrażam sobie, czy niedawna zabawa w lekarza nie przeszła do kolejnego stadium; mówię jednak:

– Raczej nie, chyba że w policzek.

– A w czółko, w nosek, oko i… w usta?

– Ewentualnie w czółko, ale w nosek, oko i usta to lepiej nie – poszerzam nieco możliwe opcje dziecięcych pocałunków i dopytuję – A kto się tak całuje?

– Natalka z Zuzią. I mnie też chcą całować.

Home sweet home, czyli słodki powrót do domu

Po soczystym przywitaniu z moim Harrym – powiedzmy że rasy owczarek niemiecki – wchodzę do domu i mówię wzruszona:
– Dostałam całusa od mojego stęsknionego psiaka  – chwilę później bardzo tego wzruszenia żałuję, gdy Bunia komentuje z absolutną szczerością:
– On zjada swoje główna. Widziałam na własne oczy.

No comments…

Zdjęcie dziewczyny z psem

1 2 3 4 5 6 7 10