O niejadku i technice ograniczonego wyboru

Zawsze sądziłam, że moje dziecko było niejadkiem. Zauważyłam jednak, że podczas rodzinnych wakacji miało wilczy apetyt i  posiłki znikały ze stołu w mgnieniu oka. To samo działo się, gdy odwiedzali nas znajomi z dziećmi. Po skończonej zabawie dzieci wspólnie siadały do kolacji. Moja córka potrafił zjeść wtedy dwie dokładki. Natomiast śniadanie przed wyjściem do szkoły mogłoby trwać 40 minut.Dziecko nad talerzem płatków

Zaczęłam głębiej zastanawiać się nad rozwiązaniem tej niekomfortowej sytuacji – głównie dla mnie, bo to ja zwykle stresowałam się, aby nie spóźnić się do pracy.

Milion sposobów

Pierwsze rozwiązania działały dzień lub dwa dni i okazywały się nieskuteczne w dłuższej perspektywie. Choć ich wachlarz był całkiem szeroki, np.:

  • siadanie do stołu punktualnie o 7:20 i kończenie śniadania punktualnie o 7:30 (śniadanie niedojedzone) lub
  • jedzenie na śniadanie płatków z mlekiem albo kanapki (miało być szybko, a było jak zwykle) lub
  • jedzenie śniadania wspólnie (zwykle zagadywaliśmy się i czas znów uciekał) lub
  • jedzenie śniadania „bez gadania” (hm, niektórzy lubią tak w ciszy) lub
  • jedzenie tylko tyle, ile zdąży się zjeść przed wyjściem (wychodzenie z domu „na głodniaka”) lub
  • popijanie wody lub herbaty podczas śniadania, żeby lepiej wchodziło lub
  • wcześniejsze siadanie do śniadania lub
  • jedzenie śniadania w pidżamie.

Choć prób było wiele, to najczęściej kończyły się tym, że śniadanie było niedojedzone, a herbata niedopita. A i do szkoły zdarzyło się córce spóźnić. Tłumaczenia i prośby, że potrzebuję wyjść z domu o 7:30, by dotrzeć na czas do pracy tym bardziej nie przyniosły skutku. Owszem zdarzyło mi się warknąć, zagotować, a na moje błagania i pytania, dlaczego tak wolno je, córka odpowiadała „nie wiem”, „staram się jeść szybciej”, „nie potrafię szybciej jeść”.

Olśnienie przyszło niespodziewanie. Wymyśliłam: przestań, matko-polko, skupiać uwagę swoją i dziecka na przyczynach – przenieś uwagę na rozwiązania. Przypomniałam sobie, że gdzieś kiedyś czytałam, że dziecku warto dać wybór. Korzystałam z tej techniki wielokrotnie i na szczęście przypomniałam sobie o niej w kontekście śniadania.

Technika ograniczonego wyboru

Jedną w moich ulubionych technik pozytywnej dyscypliny, które sprawdzają się w większości sytuacji, jest technika ograniczonego wyboru. W praktyce oznacza to, że pozwalam dziecku decydować w ramach wskazanych możliwości. Świetnie sprawdza się podczas szykowania ubrań na następny dzień w słowach „Chcesz jutro założyć spodnie czy wolisz spódniczkę?”. Dlaczego miałaby nie sprawdzić się przy śniadaniu. I tak na pytanie „Wolisz dziś zjeść płatki czy kanapkę z wędliną?”, najczęściej otrzymuję konkretną odpowiedź. Żeby nie było idealnie, moja córka potrafi kanapkę wsunąć, a nad płatkami dumać, dlatego w kuchni zagościła jeszcze jedna zasada. O 7:10 jest wybór, o 7:20 jest kanapka. To zasada wspólnie uzgodniona i respektowana. Zdarzają się też poranki, kiedy córka wybiera trzecią opcję, np. jajko sadzone, twarożek czy na co ma chęć. Proszę bardzo. Sama jem takie produkty, które mi smakują i na które mam w danej chwili ochotę, to dlaczego dziecko miałoby jeść coś, co dla niego jest na przykład niesmaczne. Jest i czwarta opcja – gdy córka nie chce nic zjeść w domu. Okay. Może to niezdrowo, to jednak zdarza się bardzo rzadko. Rozmawiamy o tym, że pierwszy posiłek jest bardzo ważną częścią dnia i daje jej moc to tego, by lepiej skupiać się w szkole. Ustalamy, że córka zje na przerwie w szkole – śniadaniówkę ma zawsze w tornistrze.

Technikę ograniczonego wyboru mamy przećwiczoną ze starszą córką do perfekcji. Post factum odkryłam, że idealnie wpisuje się w nurt pozytywnej dyscypliny. Autorka książki „Pozytywna dyscyplina” Jane Nelsen, zwraca uwagę, że szczególnie motywujący do wyboru wpływ na dziecko może mieć dodanie na końcu zdania „Zdecyduj”, „Wybieraj”. Oddając wybór w ręce dziecka uczymy go samodzielnego podejmowania decyzji i dajemy mu moc sprawczości – jak zdecyduje, tak będzie. Nawet jeśli wybierze inną opcję spoza naszych propozycji, to jeśli ją akceptujemy, warto się na nią zgodzić. Jeśli zaś jest dla nas nieakceptowalna, stanowczo i uprzejmie powinniśmy to dziecku zakomunikować, że nie podlega negocjacji i ponownie przedstawić możliwości, spośród których może wybrać.

Follow Darina Makiewicz-Asiedu:

Z wykształcenia - socjolog, z doświadczenia - bankowiec, z miłości - mama dwóch córek, które każdego dnia uczą mnie jak nie zwariować.