Mamo, czy mogę mieć psa?

Stało się. Zaczęło się niepozornie, od niby mimochodem zadanego pytania:
- Mamo, czy mogę mieć psa? – moje tak samo mimochodem wypowiedziane „może kiedyś na pewno” wcale nie załatwiało sprawy. Jako doświadczona matka zwierzoluba wiedziałam, że na jednym pytaniu się nie skończy i że to dopiero pierwsza kropla. Kolejne napłynęły całkiem szybko.
Moja nastoletnia córka jak bardzo czegoś chce, potrafi znaleźć argumenty. Z komunijnych pieniędzy kupiła akwarium i rybkę – bojownik przeżył 2 lata. Tyle samo przeżyła myszka, którą po skutecznych namowach dostała pod choinkę. A teraz od 3 miesięcy słyszę o psie. Zaczęło się od zapewnień o codziennych spacerach – nawet tych, na które trzeba wychodzić z psem zimą i bladym świtem. Nie obyło się bez tematu sprzątania po pupilu – niezależnie do tego, czy załatwi się na podwórku, na chodniku czy na trawie. Aż z opowieści dowiedziałam się niemal wszystkiego o wychowaniu i najróżniejszych przydasiach:
- czy lepiej prowadzić psa w obroży, czy w szelkach,
- z czego wykonana ma być smycz – tkana z parcianego sznurka, czy ze skóry,
- jaką karmę najlepiej podawać,
- kiedy wychodzić na spacery,
- kiedy kąpać psa,
- czy sterylizować sunię/ czy kastrować psa,
- jakich podkładów używać dla młodego szczeniaka,
- jakie zabawki kupić dla pupila – kong, sznurek, coś innego.

Jeden pies już w domu jest 🙂

Z początku nie byłam przekonana, czy pies w tym momencie naszego życia to właściwa decyzja, mając na uwadze, z jak dużą odpowiedzialnością związane jest przyjęcie pod dach czworonoga. Zwłaszcza, że jeden jegomość już jest na podwórku.

Tiko
Nasz owczarek

Argumentów „za” nie brakowało

Córka przejrzała strony kilku schronisk z województwa, chyba całego olx’a i kilka stron z adopciakami na moim profilu facebook’owym. Dostałam jakieś 50 zdjęć psów, które córka wysyłała, by skruszyć (już dawno skruszony) lód 😉. Do tego przysłała opowiadanie tej treści, które mnie tyle wzruszyło, co zaintrygowało:

Dawno, dawno temu była sobie dziewczynka - Oliwia. Chciała mieć małego pieska. Nie małego wiekowo, lecz wielkościowo. Mama jej powiedziała, że jak będzie się regularnie opiekowała Bellą (psem jej babci), to dostanie swojego własnego pieska. Niestety, miała bardzo trudne życie i nie miała czasami czasu dla Belli. Starała się, jak tylko mogła. Ale jej mama i tak nie pozwoliła na pieska, ponieważ NIE - jak to rodzice.

Nadeszły wakacje i dzień urodzin Oliwii. Mama dała jej kokardkę. Wszystkim wydawało się, że to jedyny prezent i dlatego Oliwia odpuściła. Po pracy mama zabrała Oliwię do schroniska, gdzie wybrała sobie pieska. Oliwia od tamtej pory zrobiła się bardziej odpowiedzialna i troskliwa.

I to nie był koniec. Były jeszcze filmiki z youtube’a takie, na przykład jak ten reklamowy zaczynający się od słów „Dad, I want a dog…” ->

Własnoręcznie wykonane rysunki, na których dziewczynka wyprowadza włochatego psa na spacer, jak na przykład ten:

Dziewczynka z psem
Dziewczynka z psem

Było też kilka prezentacji i trochę wątpliwości, które dopadały córkę nieustannie rozmyślającą o tym, jak to by było, gdyby pojawił się w domu pies.

Decyzja mogła być tylko jedna 🙂

😊 Ustaliłyśmy, że w domu zamieszka z nami sunia średniej wielkości.
Następnego dnia po powrocie z wakacji pojechałyśmy do schroniska. Procedura wymaga wybrania psa przez Internet, a tego córka miała upatrzonego od miesięcy. Dodatkowo musiałam wypełnić kwestionariusz i odpowiedzieć na kilka pytań, między innymi kim jest behawiorysta, co to jest kantar i co zrobię, jeśli pies okaże się agresywny. Kiedy dopełniłyśmy papierowych formalności okazało się, że jeśli w domu jest już piesek, to powinnyśmy przywieźć go na zapoznanie. Obróciłyśmy kurs schronisko-dom-schronisko i tak nasz 10-letni owczarek poznał nową koleżankę. Pomerdał ogonem, a potem w swoich zrównoważeniu ignorował zaczepki dwuletniej suni. Po sprawdzeniu, czy psy porozumieją się ze sobą zgodnie, wróciłyśmy do domu. Musiałyśmy poczekać, aż sunia zostanie wysterylizowana. Dopiero wtedy mogła zostać wydana do adopcji.

Trochę dla zabicia czasu oczekiwania, ale też ze względu na ideę #lesswaste córka wyszukała w sieci wzór na legowisko na etiblog. I tak oto spędziłyśmy niedzielę szyjąc posłanie dla sunii z tego, co było pod ręką. A przy okazji powstały dwie sznurkowe psie zabawki.

Legowisko
Legowisko

Sznurkowe zabawki
Sznurkowe zabawki

I nastał ten dzień

We wtorek odebrałam telefon ze schroniska, że sunia jest po sterylizacji i następnego dnia możemy ją odebrać. Nadeszła środa. Wreszcie wróciłyśmy ze schroniska z Gabą – ponad dwuletnią sunią, kolor czarny podpalany 😉. Od razu wybrałyśmy się po szelki i obrożę przeciw pchłom i kleszczom do sklepu zoologicznego. Zanim weszłyśmy na podwórko, sunia spotkała się z naszym owczarkiem na spacerze, by razem z nim wejść na jego teren. Piesek okazał się niezwykłym dżentelmenem – nie rości sobie wyłączności do podwórka i nawet miską się podzielił, choć na nową domowniczkę czekała jej własna.

Teraz przed córką próba odpowiedzialności. Wie, że choć Gaba to jej pupilka, zawsze może na nas liczyć, gdy będzie potrzebowała pomocy... nawet przy sprzątaniu kup 😉

Nasz nowy członek rodziny
Nasz nowy członek rodziny

Nasza nowa domowniczka
Nasza nowa domowniczka

Follow Darina Makiewicz-Asiedu:

Z wykształcenia - socjolog, z doświadczenia - bankowiec, z miłości - mama dwóch córek, które każdego dnia uczą mnie jak nie zwariować.

Leave a Reply